Łodzią do Railay

lodz

Łódź z długim ogonem

W południowej Tajlandii, nad Morzem Andamańskim, za wapiennymi skałami znajduje się półwysep porośnięty palmami i mangrowcami, z nieziemską plażą i spektakularnymi zachodami słońca. Jak na raj przystało, dostęp do niego jest utrudniony, dotrzeć tam można tylko drogą wodną. Podróżując po Tajlandii podczas powodzi (2011) i pod koniec pory deszczowej, przyszło nam zmagać się z ulewą tropikalną płynąc małą łódką, niefortunnym zdarzeniem na kajakach i chorobą, która napędziła nam stracha. Jednak wszystko to przestało mieć znaczenie, bo odwiedziliśmy Railay. Nie da się dotrzeć do Railay drogą lądową, ponieważ skały wapienne uniemożliwiają dostęp. Półwysep położony pomiędzy Krabi a Ao Nang jest miejscem wakacyjnego odpoczynku i dla gości hotelowych, beztrosko wypoczywających na jednej z najpiękniejszych plaż na świecie –Hat Rai Leh West, i dla backpackersów. Ci ostatni całymi dniami wspinają się po skałach wapiennych, a mieszkają w spartańskich drewnianych bungalowach.

Jaskinia Księżniczki

Z Krabi do Railey płynie się około pół godziny łodzią „z długim ogonem”. Kapitan odpływa gdy zbierze się komplet, 8 osób. W szczycie sezonu turystycznego łodzie pływają regularnie, w połowie października chętni byliśmy tylko my dwoje. Pozostało czekać na więcej osób, zrezygnować (nigdy!) albo wyczarterować łódź. Godzina czekania sprawiła, że kapitan sam zaproponował możliwość wynajęcia całej łodzi i podał swoją cenę. Po dwóch godzinach i w dalszym ciągu braku innych pasażerów, odpłynęliśmy za 3⁄4 początkowej ceny. Niedługo potem wszystkim trojgu przyszło nam żałować, że transakcja w ogóle doszła do skutku. Pogodne niebo zasnuły chmury i zaczęła się tropikalna ulewa. Skryci pod daszkiem, nakryliśmy plecaki pokrowcami od deszczu. Fale rozbryzgiwały się o dziób i miotały małą łódką. Czas trwania rejsu wydłużył się niemal dwukrotnie, a gdy tylko dopłynęliśmy przestało padać. Jak się później przekonaliśmy, ulewy charakterystyczne dla pory deszczowej są krótkie, trwają około kilkudziesięciu minut, intensywne i mają miejsce codziennie o podobnej porze. Gdy po południu zanosiło się na takie obfite opady deszczu, właściciele restauracji, barów i sklepów doskonale wiedzieli co się świeci i szybko zamykali podwoje. Ulewy tropikalne mają swoje zalety z perspektywy podróżnego. Lepiej niech popada raz dziennie a dobrze, a nie siąpi cały dzień. Ale dlaczego pada akurat wtedy, gdy jesteśmy na morzu?

Plaża Hat Rai Leh Westplaza

Plaże po obu stronach półwyspu są tak różne jak przyjezdni niskobudżetowi i all inculsive. Hat Rai Leh East to najbardziej rozwinięta część wybrzeża, z hotelami, pensjonatami, zakwaterowaniem dla backpackersów oraz restauracjami, barami i sklepami. Tamtejsza plaża nie wygląda zachęcająco, bo porastają ją mangrowce, a woda w zatoce jest błotnista i płytka. Na szczęście jednak od o niebo lepszej plaży Hat Rai Leh West, dzieli tylko pięć minut spaceru przez półwysep. Ta plaża z kolei na zachodnim wybrzeżu jest piaszczysta i szeroka, a woda wymarzona do kąpieli. Zacumowane łodzie, które przypłynęły z Ao Nang jakby specjalnie były ustawione, żeby posłużyć za tło do wakacyjnych zdjęć. Chcąc błogo leniuchować na plaży umilając sobie czas lekturą, z pomocą przyjdą sklepiki z używanymi książkami. Zostawiając już przeczytaną, otrzymuje się lepszą cenę. Poza książkami po angielsku, niemiecku i w językach skandynawskich, gdzieniegdzie znaleźć można również polskie publikacje. Wieczorem, Hat Rai Leh West zapełnia się amatorami zachodów słońca. Na to niesamowite widowisko w scenerii skał wapiennych wystających z Morza Andamańskiego, właściciele lokalnych barów kładą maty na piasku, stawiają świeczki i oferują oglądanie zachodu słońca przy drinku. Najbardziej intrygującym miejscem na zachodniej części półwyspu jest Jaskinia Księżniczki, Tham Phra Nang. We zagłębieniu skalnym o tej niewinnej nazwie znajdują się setki, jeśli nie tysiące drewnianych penisów. Legenda związana z tym miejscem wyjaśnia ich znaczenie. W III w. p.n.e. królewski statek z indyjską księżniczką na pokładzie natrafił na sztorm u wybrzeża Railay. Księżniczka utonęła, a jej duch zamieszkał jaskinię. Każdy kto odwiedzi to miejsce i odda cześć księżniczce, zostanie wynagrodzony. Lokalni rybacy, muzułmanie i buddyści, w nadziei na dobre połowy, składają hołd ofiarując drewniane penisy, symbol płodności. Drugą z jaskiń w Railay jest Wewnętrzna Jaskinia Księżniczki, Tham Phra Nang Nai, znajdująca się po wschodniej stronie półwyspu. Wapienne formacje skalne oglądać można spacerując po drewnianym pomoście. Jaskinia zwana jest też Diamentową, nazwa jednak przestała być aktualna. Oświetlona pieczara zawdzięczała diamentowy blask kapiącej wodzie. Wraz ze zmieniającym się rytmem opadów, woda przestała docierać do jaskini, ale określenie pozostało.

Plaża po zachodniej stronie półwyspu Railay

Spacer wzdłuż wybrzeża to najlepszy sposób, aby poznać wszystkie atrakcje Railay. Właściwie to jedyna możliwość, bo na tym małym półwyspie w ogóle nie ma żadnych samochodów, tuk tuków, spalin, ani hałasu. Przy końcu półwyspu znajduje się szlak na punkt widokowy i do ukrytej laguny, Sa Phra Nang, czyli Świętego Basenu Księżniczki. Po zobaczeniu ludzi wracających stamtąd, już wiedzieliśmy, że nic nas nie powstrzyma od wspinaczki. Byli zachwyceni, ale zmęczeni i cali umazani czerwoną gliną! Strome podejście ułatwiają liny rozciągnięte wzdłuż trasy. Co warte zauważenia, najwygodniej wspinać się na boso. Mimo początkowych wątpliwości w sens tego pomysłu, poszliśmy za przykładem poprzedników. Po 20­ 30 minutach wspinaczki, dotarliśmy do punktu widokowego, skąd widać raj z lotu ptaka. Laguna o baśniowym wyglądzie jest jeszcze kawałek dalej. Po męczącym podejściu po linach, restauracje zaczynają bardziej rzucać się w oczy, a zapach jedzenia przyjemnie drażni nos. W Railay trzeba zapomnieć o samodzielnym przygotowywaniu posiłków, dlatego że nie ma sklepów z podstawowymi produktami spożywczymi. Zamiast nich są sklepy z przekąskami i alkoholem. Jest za to mnóstwo niedrogich knajpek z jedzeniem, które trudno zapomnieć jeszcze długo po powrocie do domu. Wyśmienite krewetki z czosnkiem i pieprzem to tylko propozycja, bo w menu każdy znajdzie coś dla siebie. Oprócz wspinaczki, propozycją dla aktywnych w Railay są kajaki. Skusiła nas możliwość wiosłowania po atłasowo gładkim i mieniącym się jak szafir Morzu Andamańskim. Chwila zapomnienia wystarczyła jednak, by łagodna i niepozorna fala przewróciła nasz kajak. Zgubiła nas wiara w sielankowy obraz niespiesznie sunących kajaków, który oglądaliśmy z brzegu. Jak na przezornych podróżnych przystało, portfele i paszporty mieliśmy ze sobą. Mogłem kupić wodoodporny worek na ramię, ale poniewczasie zauważyłem, że niemal wszyscy kapitanowie łodzi mają takie. Kupiłem, gdy już wyschły pieniądze.

Punkt widokowy

Do rajskiego krajobrazu Railay nie pasują tylko traktory. Mają specjalne przyczepy i wyjeżdżają po turystów, którzy przypłynęli łodziami „z długim ogonem”. Skoro nie ma żadnej przystani, przypływając do brzegu, trzeba zeskoczyć do płytkiej wody i przenieść swój plecak na piasek. Turyści z walizkami nie muszą tego robić, bo hotel podstawia shuttle tractor. Railay znajduje się około tysiąca kilometrów na południe od Bangkoku. Nasz wyjazd do Tajlandii w październiku 2011 r. zbiegł się z największą od kilku lat powodzią, która nawiedziła centralną i północną część kraju. Po kilku dniach w częściowo zalanym Bangkoku, udaliśmy się do Railay. Niestety ze stolicy pojechały z nami również bakterie, a niedługo potem pojawiło się zapalenie dróg oddechowych. Tajska opieka medyczna przeszła nasze najśmielsze oczekiwania, a ubezpieczenie podróżne bardzo się przydało. Ale to już inna historia.

3 thoughts on “Łodzią do Railay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *