Loy Krathong

 

krathong

14 listopada 2016 było tajskie święto Loy Krathong. W Bangkoku, już od wczesnego ranka sprzedawcy uliczni naklejali na chodnikach kartki z napisami „rezerwacja”. W ten sposób zajmowali sobie najlepsze miejsca, żeby sprzedawać kratongi, czyli małe tratwy zrobione głównie z pnia bananowca (bywają też chlebowe i mniej ekologiczne styropianowe). Jedne są wielkości dłoni, inne większe. Gdy szedłem przed targ kwiatowy, widziałem rozmaite. Jedne nieudekorowane, inne ze świeczką w środku, kadzidełkami i przybrane kwiatami. Można też włożyć do kratonga monetę. Nazwa Loy Krathong oznacza „spławianie tratewek”. Po zmroku, puszczając na rzece albo kanale bananową łódeczkę, należy pomyśleć życzenie. Można też w myślach „zapakować” na nią wszystkie swoje smutki, troski i zmartwienia. Pozbyć się złości, nienawiści, zapomnieć o urazach i przykrościach zeszłego roku. Niektórzy wrzucają do kratongów obcięte paznokcie i włosy na znak odpuszczenia dawnych występków i negatywnych myśli. Całe rodziny przychodzą nad wodę, podnoszą tratewki na wysokość głowy, żeby bezgłośnie wypowiedzieć życzenia i stawiają łódeczki na rzece, by potem patrzeć jak odpływają. Święto popularne jest również wśród zakochanych. Jeśli tratewka szybko odpłynie, to dobry znak. Jeżeli zaś zaplącze się w krzaki albo gdzieś indziej utknie, to zwiastuje kłopoty w związku. Wówczas trzeba jak najszybciej znaleźć patyk czy gałąź, żeby pomóc tratwie. To spektakularne święto odbywa się za zwyczaj w listopadzie (data zależy od kalendarza lunarnego). Pochodzi z czasów pradawnych wierzeń w bóstwa wodne, którym składano hołd. Znacznie większe i ozdobniejsze tratwy przygotowują firmy. Organizowane są konkursy na najładniejszy kratong. Święto obchodzone jest też w innych krajach Azji Południowo-Wschodniej. Z okazji Loy Krathong dostaje się elektroniczne życzenia. W tym roku obchody święta były przygaszone ze względu na śmierć króla Ramy IX.